Dopiero co się tutaj wprowadzaliśmy. Pamiętam to tak, jakby to było wczoraj. Kiedy weszłam do mieszkania z widokiem jak z pokoju hotelowego w niezłej lokalizacji. I to późniejsze odkrywanie zupełnie nieznanej wcześniej okolicy. I same zachwyty.
A to jednak prawie pięć lat – naprawdę spory kawał czasu. Wprowadzałam się tutaj jako dziewiętnastolatka. Chciałabym mieć znowu dziewiętnaście lat!

Mam z tym miejscem masę wspomnień i na pewno będę je pamiętać do końca życia. I dobrze je kojarzyć, choć nie zawsze było dobrze. Tutaj przeżywałam swoje największe wzloty i upadki.

Tutaj miałam swoją wieś w środku miasta.

Ależ się człowiek przyzwyczaja do miejsca.. A tu znowu coś się kończy, a coś się zaczyna. Tym razem idziemy na swoje, w nowe stare kąty. Jeszcze nigdy nie szłam na swoje – a to dopiero!

Nie będę miała co prawda zielonego rezerwatu pod samym blokiem ani najlepszej pętli do biegania, na której robiłam najcięższe, samotne, wczesnoporanne treningi. Nie będę już miała pięciu minut rowerem do Jeziorka Czerniakowskiego ani prostej drogi do stawu, w którym pławiłam psy. A mimo to bardzo, bardzo się cieszę, bo otwierają się zupełnie nowe możliwości. A okoliczności i tak są takie, jakimi je sobie stworzymy. Zmiany zawsze są dobre.

Serwus, Czerniakowska!
Naprawdę dobre miejsce. A mimo to bardzo się cieszę, że je opuszczam.

Tylko te wszystkie kartony mogłyby się same przeprowadzić, zanim odpadną mi plecy…

Dodaj komentarz