Piszę szybko, bo mam mało czasu. Wczoraj nic a nic nie ruszyłam roboty, więc dzisiaj muszę działać podwójnie. Praca zdalna ma same zalety, a jak do tego jest związana ze sportem, to już lepiej być nie może. No ale samo się nie zrobi, więc dzisiaj pół dnia siedzę w maratonach i spisuję, sprawdzam, szukam, opisuję..

Dzień minął prawie niepostrzeżenie. Osobliwość sytuacji „Asia przed komputerem dłużej niż godzinę” najlepiej obrazuje epizod z dzisiejszego poranka. Około dziewiątej skończyłam trenować z psami, weszłam do kuchni, a Wojtek pyta mnie:
– Co teraz planujesz?
– Zaraz siadam do kompa, muszę dzisiaj zrobić dwa maratony.
*z lekkim przerażeniem*…….Przebiec?
– OPISAĆ.



To chyba wszystko tłumaczy 😉

Treningowo było zatem bardzo spokojnie. Na szczęście tym razem nie wynikało to z mniejszych lub większych awarii, usterek bądź porażek- taki był po prostu plan. Ale nie ma tego dobrego, co by na złe nie wyszło, bo jutro już biegam piętnastkę.
Powiłam się trochę na karimacie pod domem, a po południu popływałam w jeziorze. Kilometr w wodzie poszedł mi dzisiaj bardzo szybko- pewnie dlatego, że plan pływania krótko po wejściu do wody zawisł na włosku. Zaczęłam bowiem płynąć, a tu niespodzianka- okulary przeciekają, i to hardkorowo. Zatrzymałam się, poprawiłam je- i znowu to samo. Zonk. Trzy razy próbowałam je naprawiać z wody i raz z brzegu, ale starania nie przynosiły rezultatu. Nie chciało mi się wierzyć, żeby tak po prostu miały się popsuć- no chyba nie HUUBy (polecam przeczytać to na głos: „nochybaniehaby”)! Wylazłam na brzeg jeszcze raz, poprosiłam Wojtka o pomoc.. On mi je poluźnił, docisnął do oczodołów i od tej pory było już dobrze. Nie ogarniam, ale to znany fakt, że urządzenia i gadżety mnie po prostu nie lubią, więc dlaczego okularki miałyby mi sprzyjać..?

Agilituję ze Smosiem, bo to ostatnie dwa dni zabawy- w piątek wieczorem odwozimy przeszkody do NaFalowców. Z okazji nietrenowania z trenerem nagrywam sobie wszystkie sesje, żeby wiedzieć, co robię dobrze i źle oraz żeby widzieć, co czyni Smok, wrzucony na wysokie tyczki. Dziś, korzystając z chwilowej nieobecności Wojtka w domu, dorwałam się szybko do jego komputera i zmontowałam króciutki filmik. Po jednej sekwencji z ostatnich trzech dni:

Strasznie dobrze mi się z tym kundliszczem pracuje. Podwyższenie tyczek fantastycznie zrobiło mu na mózg, więc trenowanie z nim to niekończące się pasmo satysfakcji.

Wczoraj późnym popołudniem przyjechała do nas Alicja z pudelkiem Timim. Wszystkie nasze zwierzaki szybko zaprzyjaźniły się z Tymkiem (Es także, ale u niego to nigdy nie wiadomo, czy zabiera się do zabawy, czy do pożarcia kumpla), a sam Tymek najbardziej upodobał sobie Arisę:

Jak widać, Alicja zabrała ze sobą do Grzybna także Nikona, więc bordery chętnie popisywały się przed obiektywem:

 

fot. Alicja Matejuk 

Więcej zdjęć w albumie na facebooku. Upubliczniłam swój profil, więc każdy może obejrzeć i nawet zalajkować fotki. A co tam- prywatność jest przereklamowana.. 😉

Dodaj komentarz