Wielokrotnie wspominałam (na przykład tu i tu) o wzajemnych (jakże wątłych) relacjach pomiędzy kierowcami a rowerzystami. Jako że zazwyczaj zaczynam jakiś wątek i obiecuję, że kiedyś do niego wrócę na dłużej, właśnie zamierzam po raz pierwszy to uskutecznić. A więc jedziemy (autobusem czy rowerem-wybieraj)!
Użytkownicy różnych rodzajów pojazdów są zmuszeni do korzystania z tej samej ulicy. Nie zawsze mają w sobie wystarczająco dużo empatii, aby bezkonfliktowo dzielić się tą drogą z innymi. Czasem celowo uprzykrzają sobie nawzajem życie, niekiedy robią błędy z niewiedzy i braku doświadczenia.
Najogólniej rzecz ujmując, kierowcy i rowerzyści dzielą się na kilka wyraźnych typów, które można sklasyfikować w następujący sposób. Zacznijmy od kierowców.



– Kierowca autobusu
Typowy kierowca autobusu charakteryzuje się tym, że: a) zawsze jest spóźniony i się spieszy, b) wierzy, że jest upoważniony do wymuszania pierwszeństwa oraz c) przejeżdżania na tak zwanym ‚późno pomarańczowym świetle’, a także d) nie ogarnia, że prowadzony przez niego pojazd jest naprawdę długi.
Typowy kierowca autobusu jest przekonany o swojej wielmożności i nie znosi sprzeciwu. Wie, że gabaryty prowadzonego przez niego pojazdu wzbudzają respekt. Jeśli znasz przepisy i nie pozwolisz kierowcy autobusu na wymuszenie pierwszeństwa, w najlepszym wypadku uchyli on swoje niewielkie okienko i podzieli się ze światem zewnętrznym swoją bogatą znajomością wulgaryzmów. Lepiej uważaj, bo po drodze do następnego skrzyżowania prawie na pewno zostaniesz wyprzedzony w sposób, który dostarczy Ci dawki adrenaliny zbliżonej do tej, którą uzyskuje się podczas przejażdżki na największym rollercoasterze w Europie.
Repertuar przekleństw jest u kierowców autobusów bogaty. Zapewne studiują oni słownik wulgaryzmów całymi godzinami i nie starcza im czasu na nic innego, na przykład na odświeżenie sobie zasad prawa drogowego. Nie wiedzą na przykład, że rower nie musi poruszać się po chodniku, ba! że nie zawsze musi jechać po drodze rowerowej. Wiedzą natomiast, jak zastosować nacisk werbalno-fizyczny, który ma zachęcić rowerzystę do usunięcia się z ulicy.
Zarówno kierowcy samochodów osobowych jak i rowery mają z nimi przerąbane- ale rowerzyści, jak to zwykle bywa, mają przerąbane bardziej. Ostatecznie samochodu nie da się tak łatwo wcisnąć między pojazd a krawężnik. Wśród kierowców autobusów oczywiście zdarzają się chlubne wyjątki, ale i tak nie należy im ufać. Statystyka przemawia na ich niekorzyść.
– Kierowca tramwaju
Kierowcy tramwaju to ludzie, którzy aspirowali do bycia kierowcami autobusu, ale nie zdali pomyśnie testów BBB (Bycia Bezwzględnym Bucem). Motorniczy oddają cześć tramwajom i wymagają tego samego od innych. Mają misję życiową, aby ostrzec i powiadomić o swojej obecności każdego, kto chociażby zbliża się w ich okolice. Jeśli zatrzymasz rower w odległości mniejszej niż pięć metrów od torowiska, motorniczy będzie zbliżał się w Twoim kierunku, wściekle naparzając ostrzegawczym dzwonkiem i patrząc na Ciebie, jakby chciał się upewnić, czy nie wskoczysz mu w ostatniej chwili pod koła. Rada jest tylko jedna- bądź na to gotowy i nie wpadnij pod samochód, odskakując zdziwiony od torowiska.
– TIRowiec
Rowerzyści nienawidzą TIRów, TIRy nienawidzą rowerzystów. Jedni i drudzy mają ku temu powody. Najlepszym rozwiązaniem jest jak najrzadsze wchodzenie sobie w paradę, a jeśli już to nastąpi- ostrożne, ale jak najszybsze powiedzenie sobie nawzajem ‚papa’. TIRowcy rzadko wykonują wyjątkowo nieprzemyślane manewry, ale co z tego, skoro nawet te rozważne sprawiają, że całe życie miga Ci przed oczami. Jeśli już faktycznie zrobią coś głupiego, to zazwyczaj jest to tak spektakularne, że wszyscy świadkowie są posrani, a Ty jesteś posrany potrójnie. Jazda po drogach pełnych TIRów sprzyja uświadomieniu sobie ogólnego sensu życia, przypomnieniu pięknych wspomnień z dzieciństwa oraz odświeżeniu w pamięci zawartości książeczki modlitewnej.
Jednak największą galerię osobliwości tworzą kierowcy samochodów osobowych. Najczęściej spotykamy następujące typy:
– Dresiarz
Wiadomo o co chodzi. Techniawa na full, przyciemniane szyby, złote alufelgi. Kierowcy tej kategorii to w zdecydowanej większości mężczyźni. Jak wiadomo, mężczyźni nie mają podzielnej uwagi, a mężczyźni-dresiarze.. No cóż. Nie można niestety liczyć na to, że wykażą się symultanicznym wykonywaniem czynności takich jak, przykładowo, dodawanie gazu i włączenie kierunkowskazu. Nie spodziewaj się zatem, że zasygnalizują zamiar wykonania skrętu lub wyprzedzania. Z całą pewnością tego nie zrobią, więc zachowaj czujność. Na szczęście łatwo usłyszeć ich z dużej odległości, bo mają popsute tłumiki. Plusem jest także to, że zazwyczaj można łatwo zapamiętać ich rejestracje (G0 PARTY, W0 SPEED i tak dalej), więc mają opory przed przejeżdżaniem rowerzystów (łatwo ich w razie czego namierzyć).
Ważna uwaga: im bardziej na północ Polski, tym więcej spotkasz Dresiarzy. Duże skupiska występują w okolicach Trójmiasta, a zwłaszcza pod Kartuzami. W Warszawie spotkasz zdecydowanie więcej kierowców typu kolejnego, czyli..
– Punktualny
Ten typ kierowcy zrobi wszystko, żeby na czas dotrzeć do korpo-pracy. Będzie pędził po trupach do celu, żeby najpóźniej o ósmej pięćdziesiąt dziewięć zasiąść za swoim korpo-biurkiem. Chociaż jeździ tą samą trasą od poniedziałku do piątku nadal nie dotarło do niego, że po drodze do pracy musi stać w korkach. A kiedy korpo-pracownik jest spóźniony, to ratuj się kto może.. Poznasz go po służbowym samochodzie. Bierz nogi za pas- cudze samochody na pewno łatwiej się rozwala.

– Baba za kierownicą
Cóż, przykro mi to mówić, ale lata obserwacji mówią same za siebie: kobiety są gorszymi kierowcami niż faceci. Gorzej reagują na nieprzewidziane sytuacje, gorzej panują nad samochodem, gorzej wychodzą z newralgicznych sytuacji. Jeśli masz do czynienia z kierowcą typu Baba za kierownicą, musisz wziąć na siebie ciężar podejmowania decyzji i zostać wodzirejem Waszej wspólnej imprezy. Jeśli widzisz, że Baba ewidentnie chce Cię wyprzedzić, ale się boi, więc miota się swoim samochodzikiem na prawo i lewo, zjedź w stronę pobocza i machnij Babie, żeby jechała. Nie ma się co stresować. Jeżeli Baba chce Cię przepuścić na pasach, ale nie chce, ale chce, ale nie chce, ale (…), to podejmij za nią decyzję, zanim postanowi ruszyć w tym samym momencie co Ty i w efekcie spowodować kolizję.
– Niedzielny kierowca
To wyjątkowo niebezpieczny typ. Jego doświadczenie za kierownicą opiera się na przejażdżkach do kościoła i z powrotem, ewentualnie jeszcze jeden raz w tygodniu po ziemniaki (zimnioki) do sklepu. Egzamin na prawo jazdy zdał sto lat temu, więc nie do końca pamięta, gdzie jest pedał gazu, a gdzie hamulec. Pikanterii dodaje fakt, że nie jest pewny, czy hamulec w jego samochodzie jest sprawny, bo ostatni przegląd robił wtedy, kiedy wiózł swoją Jadźkę nad jezioro na wczasy. Niedzielny kierowca jest przekonany o swoich wysokich kwalifikacjach do kierowania pojazdem i wie, że jedno piwo (albo siedem) ich nie zmniejszy. Jeździ głównie po okolicach swojego miejsca zamieszkania, więc uważa, że jest władcą dróg. Rowerzysta to dla niego osobnik najgorszej klasy. To rower ma się dostosować do samochodu, a nie odwrotnie, o!
Niestety, nie da się uniknąć spotkań z niedzielnym kierowcą, jak również nie da się przewidzieć jego ruchów. Trzeba być przygotowanym na niespodzianki i zachować wzmożoną czujność. Pamiętajmy, że Niedzielny kierowca nie może gwałtownie hamować, gdyż boi się, że odpadnie mu zderzak przyklejony w osiemdziesiątym dziewiątym na Poxipol.
– Król Szos
Ten typ kierowcy często daje się poznać po modelu auta. Król Szos jadąc, gapi się w swój licznik i przeżywa orgazm, widząc przełamaną barierę kolejnej prędkości kosmicznej. Jak łatwo się domyślić, z człowiekiem w takim stanie uniesienia lepiej nie wchodzić w żadne interakcje. Uwaga- każda rysa na karoserii to dla Króla Szos jak śmierć najbliższego członka rodziny. Jest zatem szansa, że będzie na Ciebie uważał.

– Spychacz
Spychacz to kierowca, który ma niewykryty jeszcze astygmatyzm lub myśli, że rowerzysta jest w stanie skompresować się do szerokości kartki papieru (ten typ to Spychacz-Gazeciarz). Kiedy Spychacz Cię wyprzedza, możesz dokładnie obejrzeć wnętrze jego auta albo (co polecam) skoncentrować się na tym, aby nie wylądować w rowie.
– Dinozaur
Dinozaur to typ kierowcy urodzonego w 1935 roku lub wcześniej, który nie daje sobie wmówić, że już czas przesiąść się na fotel pasażera (że co ja zżeram? jak śmiesz tak mówić do dziadka?!). Zazwyczaj ma pewne cechy Niedzielnego kierowcy. Jego najwyższe zdziwienie budzi widok roweru poruszającego się szybciej niż 20 km/h. Przekonanie o tym, że poczciwy Wigry (Kanondejl? jaki Kanondejl? to zrobili jakiegoś Wigry Kanondejl?) nie rozwija większych prędkości sprzyja notorycznemu wymuszaniu pierwszeństwa na rowerzyście. Istnieje ponadto spore ryzyko, że Cię zwyczajnie nie zauważy.
– Beka z typa
Ten typ kierowcy potrzebuje katalizatora w postaci podobnych do siebie osobowościowo pasażerów. Osoby poruszające się pojazdem uważają, że to strasznie zabawne i niecodzienne, że ulicą jedzie rowerzysta. Czują nieodpartą potrzebę, aby podzielić się z Tobą swoim zdumieniem, obierając jedną z możliwych reakcji (albo wszystkie naraz): cisną klakson, machają łapami przez otwarte okna albo drą japy wniebogłosy. Nie wiesz wówczas, czy za Tobą zbliża się tsunami lub czy stracili panowanie nad kierownicą i ostrzegają Cię, abyś jak najszybciej stamtąd uciekał. Najczęściej jednak powodem ich emocjonalnej reakcji jest po prostu ujemny poziom IQ. Tak czy inaczej, lepiej ich unikać, a w bezpośrednich kontaktach nie wchodzić w dyskusje, bo jak to mówią, „idiota podczas dyskusji sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem”.
– Wychowawca
Kierowca-wychowawca ma misję nauczenia Cię dobrych manier i przepisów drogowych. Nic nie szkodzi, że sam ich nie zna- będzie próbował wpoić Ci swoje przekonania. Spodziewaj się edukacyjnych gadek przez otwarte okno (długość trwania rozmowy odwrotnie proporcjonalna do poziomu kultury osobistej kierowcy). Warto poznać przepisy, aby nie bać się przegranej w dyskusji. Istnieje również gorszy odłam kierowców-Wychowawców, którzy chcą przekonać Cię o Twoim rzekomo niepoprawnym postępowaniu poprzez terapię szokową. Jeśli jedziesz lewym pasem, bo chcesz skręcić w lewo, Wychowawca rozpędzi się i będzie wył na Ciebie klaksonem, żeby pomóc Ci zrozumieć, że rower nie powinien jechać tym pasem ruchu. On tylko dba o Twoje bezpieczeństwo- przecież jest tylu wariatów na drogach..!
Turysta, żeby nie powiedzieć Słoik
Do tej grupy zaliczają się zarówno przyjezdni na chwilę, jak i świeże w stolicy słoiki (lub, jak między wierszami proponował profesor Bańko, słoicy).Warszawa jest miastem wyjątkowym pod wieloma względami, a jednym z nich jest skomplikowana sieć dróg miejskich. Nie ma opcji, żeby za pierwszym razem przyjechać do Warszawy samochodem i nie zgubić się jeżdżąc po mieście. Turyści liczą na naszą wyrozumiałość i należy im ją okazywać dopóty, dopóki nie usiłują nas przejechać, szukając w popłochu właściwego dla siebie pasa ruchu (naiwni, skoro myślą, że go znajdą; nic z tego, przejechanie się trzy razy po tym samym skrzyżowaniu raz po raz to standard). Pamiętajmy też, że możemy być dla Turysty niecodziennym widokiem; nie wszędzie jazda na rowerach jest tak powszechna i nie wszędzie rowery dają sobie radę na szosie pomiędzy autami. Łatwo ich rozpoznać po niewarszawskiej rejestracji samochodu. Na szczęście nie zachowują się jak kierowcy typu Beka z typa, ponieważ czują, że są jak ta owca w wielkim mieście, zewsząd są gnębieni przez innych kierowców (m.in. przez Punktualnych i Dresiarzy), a ponadto krzyczenie sprzyja zgubieniu się.
Jak sami widzicie, nie jest łatwo poruszać się rowerem po ulicach. Niestety, Polska w najbliższych latach nie stanie się Belgią- krajem oplecionym drogami rowerowymi. Musimy się ze sobą męczyć- kierowcy najróżniejszych pojazdów i my, rowerzyści. Wiem, że czasem jesteśmy dla Was wkurzający. Czasem nie możecie nas wyprzedzić i musicie snuć się za nami 30 km/h; czasem nie jesteście pewni naszych reakcji i stresujecie się, bo nie chcecie niechcąco zrobić nam krzywdy. Pamiętajcie jednak, że w starciu z samochodem osobowym, nawet jeśli to my jesteśmy sprawcami wypadku, jesteśmy zawsze znacznie bardziej poszkodowani. Chcemy żyć z Wami w jak największej zgodzie.
I nie myślcie sobie- wśród użytkowników jednośladów także zdarzają się, i to nierzadko, wybitne osobliwości. O nich już w następnym wpisie.

Dodaj komentarz