Chętnie bym coś tu napisała,

i nawet w schowku panelu edycyjnego bloga czeka wstępny zarys nowej notki, ale niestety dzisiaj wisi nade mną widmo. Jutro mam, kurczę, egzamin. Pozostaje mi tylko prosić o modlitwę i wsparcie duchowe 😉 bo niestety nie przekujoniłam się w przygotowaniach. Dzisiaj udało mi się zaliczyć ogarnianie notatek w autobusie (20 minut) i na siłce (30 … Czytaj dalej

Jeszcze trochę radostek.

Cóż, zgoda, jestem trochę walnięta. Ale znowu muszę to napisać – dzisiejszy dzień był/jest tak fajny, że do pełni szczęścia brakuje mi tylko pilota, który by tę dobę zatrzymał. No, w sumie nie pogardziłabym też słońcem świecącym od 6 do 21, ale już nie bądźmy drobiazgowi… Jaram się życiem, no. W sumie to dobrze, choć … Czytaj dalej

Osohozi stomzimom?

Dlaczego? Leo, why?! Już przecież mieliśmy wiosnę, a jeśli mnie pamięć nie myli, to po wiośnie przychodzi lato, a nie zima. Dobrze chociaż, że jest sucho, bo gdyby oprócz tego mrozu zawitała do nas Ta Śliska i Mokra Substancja, to byłoby mi podwójnie smutno. No ale cóż począć – doszłam do wniosku, że już trudno, … Czytaj dalej

O radości, iskro bogów!

Ten banan na tym ryju może oznaczać tylko jedno. Wyzdrowienie + wiosna = można wyciskać ze mnie endorfiny. Uwolniłam się z aresztu domowego i w końcu mogę się trochę zaspokoić. Takie wymuszone przerwy w działaniu mają jeden, jedyny plus – kiedyś się kończą, a wtedy radość jest podwójna. Albo potrójna, a w moim przypadku chyba … Czytaj dalej

Uroki chorowania.

To oksymoron. Nie dostrzegam żadnych. A propos oksymoronu, udało mi się nie pójść na ten egzamin z poetyki, który miałam dziś mieć. Egzaminator okazał się być ludzkim człowiekiem i nie robił z tego powodu afery. Ach, gdyby wszyscy prowadzący byli tacy, świat byłby piękniejszy. Teraz mam czas, żeby się nauczyć. Oznacza to, że zapewne nie … Czytaj dalej

Absurdalne chorowanie.

Absurdalne, w rzeczy samej. No bo jak inaczej wyjaśnić fakt, że zawsze, odkąd pamiętam, choruję w lutym? Cały rok jestem zdrowa, a na przełomie stycznia i lutego – trach. Nie wierzę, żeby była to moc autosugestii, bo choć rzeczywiście zaczynam w tym okresie zastanawiać się, czy i tym razem szlag mnie trafi, to jednak nie … Czytaj dalej

Jest 16:17.

Co w tym dziwnego? Że piszę to jeszcze za jasności! Kilka dni temu byłam zdumiona, gdy zauważyłam, że za kwadrans czwarta nie jest ciemno. Dziś jestem zdumiona jeszcze bardziej. Wiosna idzie, mimo wszystko! Mimo śniegu, który – ku mojej rozpaczy – znów przykrył nam świat. Na razie jestem twarda i testuję warunki. Wniosek: komfort jazdy … Czytaj dalej

We wtorek nie będzie pysznej kawy.

Dwa dni temu, idąc rano na uczelnię, udało mi się – zgodnie z dopiero wykluwającą się tradycją (czy to nie oksymoron?) – zajść do W Biegu Cafe, o której wspominałam w poprzednim wpisie i nabyć tam pyszną kawę. Zajść to dość niefortunne określenie, bo moja droga do szkoły mogłaby raczej zostać określona jako Tour de … Czytaj dalej

Tęsknię za komarami.

Za komarami, za meszkami, muchami i pszczołami. Wszelkie robactwo – z wyjątkiem kleszczy, które chciały mi zabrać psa – jestem gotowa powitać z otwartymi ramionami. Przyjdą razem z wiosną i to jest ich siła. Ich bzyczenie będę odbierać jako muzykę dla moich uszu, a ich ukąszenia będą dla mnie niczym piętno lata. No, może trochę … Czytaj dalej

Ipoświętach.

Na samym początku wpisu czuję się w obowiązku zwrócić honor spółce PKP. Miałam poważne obawy co do kwestii dowiezienia mnie na Święta do Gdańska i powrót z tychże. O dziwo – o wielkie dziwo – mój niedzielny Intercity przybył do Warszawy z dziesięciominutowym opóźnieniem. Nie zderzyliśmy się z samochodem, nie pękły nam tory, nie odczepiły … Czytaj dalej

Fatalny dzień..

..w którym znajdzie się element bieżku, może być najwyżej półfatalnym dniem. I tak oto nie muszę się martwić o tę świąteczną sobotę. Mogę się co najwyżej popółmartwić. Wczoraj zaliczyłam odpoczynek na hardkorze, o Boże. Podczas, gdy reszta domowników przeżywała błogość nicnierobienia, ja odczuwałam udrękę uziemienia. Już nie pamiętam, kiedy ostatnio tak potwornie się wynudziłam. Dawno, … Czytaj dalej

Jak się nie śpi we dwoje, to się nie śpi w ogóle.

No właśnie – spanie w pojedynkę to wielka przykrość. Spodziewałam się, że Rasta skorzysta z okazji i wpakuje mi się na kanapę, ale ona twardo trzymała się przez całą noc na poziomie podłogi. Może to efekt terapii Wojtka, obdarzonego niezwykłą umiejętnością wychowywania psów przez sen. Odkąd bowiem przenieśliśmy się ze spaniem z sypialni do dużego … Czytaj dalej