To jest trochę tak, jak gdybym była graczem w grze komputerowej, przeszła przez wiele poziomów z zadowalającymi rezultatami, a potem utknęła na długo w jednym miejscu, bo komputer wziął i się zaciął. Nie za bardzo umiem naprawiać komputery, więc odeszłam od biurka, zajęłam się czymś innym i spoglądam co chwilę, czy już się naprawiło… No i ciągle się nie naprawiło.

Doraźne naprawianie metodą uderzania też nie działa, jakby co.

Naprawdę na niewiele mogę obecnie w życiu narzekać. Uważam że patrząc z boku jestem w bardzo dobrym miejscu. Poruszam się dokładnie w tym kierunku, w którym chcę. Rzeczy układają się znacznie lepiej niż przypuszczałam. ZNACZNIE lepiej, mówię poważnie. Być może dlatego, że jestem taką fatalistką, no ale nieważne. A jednocześnie mam przejmujące wrażenie, że mnie po prostu nie za bardzo dane jest mieć spokój ducha. Mam chyba jakiś talent do komplikowania sobie życia.

To mistyczne szczęście postrzegam jako emocję, a nie stan, który ma szansę długo trwać. Pojawia się i znika, tak jak smutek, złość, żal, złość czy ból. Więc nie jestem smutna ani wesoła, jestem na jakiejś niebywałej sinusoidzie. Gdy przydarzają mi się bardzo trudne sytuacje, radzę sobie na tyle dobrze, że sama najchętniej przybiłabym sobie pionę. Tylko że znam się już na tyle, że wiem, że zaciągam wtedy coraz większy dług emocjonalny, który potem spłacam, i to ciężko.

To lato jest dla mnie dosyć okropne. I gdy się nad tym zastanawiam, to nawet nie potrafię uzasadnić, dlaczego tak o tym myślę. Wokół mnie dzieje się mnóstwo dobrego, doceniam to, przeżywam to z radością. Ale już teraz wiem, że za jakiś czas spojrzę na to lato dwa tysiące dziewiętnastego i powiem sobie: o jezu!

Nie wiem czy kiedykolwiek miałam w głowie tak potworny rozpierdol. Mnóstwo pytań, na które absolutnie nie potrafię sobie odpowiedzieć. Dojrzałam przynajmniej na tyle, żeby nie wkręcać sobie, że „powinnam” znać te odpowiedzi już teraz i już, ale… wcale nie jest specjalnie łatwo tak z nimi ciągle funkcjonować.

Nie jest mi jakoś wybitnie wesoło. Potwory z szafy wciąż wypadają.

Everything is for now. It will all pass. Kurczowo trzymam się tej myśli. Powtarzam ją sobie niepokojąco często. I chciałabym choć na chwilę spojrzeć w przyszłość, żeby wiedzieć, co robię, zaufać wreszcie swoim decyzjom i tym wahaniom też.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.