Kto oglądał wyścig poprzez relację na żywo, a zaczynała się ona o 23:30 czasu polskiego, pewnie miał noc z głowy – kto by zasnął po takich emocjach? Sądzę że starcie najlepszych triathlonistów o miano tegorocznego mistrza świata przejdzie do historii dyscypliny jako jeden z najbardziej emocjonujących wyścigów. Nagranie z ostatnich kilkuset metrów rywalizacji obiega internet od wczorajszego poranka. Wszystko za sprawą incydentu, którego głównymi bohaterami stali się bracia Brownlee. W 2:40 zaczyna się kulminacja, ale polecam obejrzeć całe to wideo dla lepszego oglądu sytuacji:
Co się stało? Cóż, bomba nie wybiera, a tym razem trafiło na Jonnego Brownlee, srebrnego medalistę olimpijskiego z Rio de Janeiro i brązowego z Londynu. Młodszy z najbardziej utytułowanych braci w triathlonie postawił wszystko na jedną kartę. Trudno mu się dziwić – tylko zwycięstwo w wyścigu w Cozumel zapewniało mu tytuł mistrza świata ITU. Był też drugi warunek – Mario Mola, lider rankingu, musiałby znaleźć się najwyżej na piątej lokacie (SPOILER: i był właśnie piąty!). Brownlee leciał jak wściekły od samego startu, a kiedy zorientował się, że mimo mocnego tempa biegu wciąż ma niechciane towarzystwo, zdecydował się na ostateczny atak i jeszcze przyspieszył. A mial przed kim uciekać – Henri Schoeman, który do tej pory wytrzymywał tempo Brytyjczyków, to groźny przeciwnik. W zakończonych niedawno igrzyskach błysnął niesamowitą formą i zdobył brązowy medal, ustępując tylko Alistairowi i Jonnemu Brownlee. A więc Jonny ruszył z kopyta i… starczyło mu paliwa aż do kilkuset metrów przed metą. Co się działo dalej, to już widzieliście na filmie.
No i teraz przechodzimy do rzeczy. Wielu kibiców zachwyca się wspaniałym gestem Alistaira w stosunku do brata, jednak niemal każdy ma jakieś obiekcje w stosunku do całej tej sytuacji. Jakie i dlaczego są niesłuszne, postaram się wyjaśnić z perspektywy zawodniczo-dziennikarskiej.
Na początek tylko drobne uściślenie techniczne dla tych, którzy twierdzą, że starszy brat heroicznie zrezygnował ze zwycięstwa w finale Pucharu Świata. Zwycięstwo zawsze smakuje doskonale, nawet dla tak niemożliwie utytułowanego zawodnika jakim jest Alistair Brownlee, dwukrotny mistrz olimpijski. Śmiem jednak przypuszczać, że w Cozumel Ali nie zamierzał wygrywać ze swoim bratem – to młodszy z nich miał realną szansę na zdobycie mistrzostwa świata, a to, czy Alistair zająłby w tej rywalizacji drugie czy dwudzieste miejsce, nie zmieniłoby wcale jego sytuacji. Zatem i tak od początku w tej dwuosobowej drużynie wszystko było „ustawione” pod Jonnego.
No to teraz mogę przejść już do omawiania obiekcji, wątpliwości i oburzeń internautów ze sportowego światka.
1. ITU jest głupie: dlaczego nie zdyskwalifikowano braci?!
To bardzo proste – w przypadku triathlonu na dystansie olimpijskim ITU zabrania przyjmowania pomocy z zewnątrz. Drugi zawodnik nie jest „zewnętrzem”. Co więcej, nie trzeba być sokolim okiem żeby dostrzec, że triathlon w tej formule to od początku do końca strategiczna gra zespołowa.

EDIT 21.09.2016: Moją tezę potwierdziła Sędzina ITU z jury wyścigu w Cozumel. Odrzucenie protestu Hiszpanów wynikało z poniższego punktu w regulaminie:

APPENDIX K: PENALTIES AND VIOLATIONS:
page: 179
rule:
7. Accepting assistance from anyone other than a Technical Official, race official or other athlete.

2. Federacja Hiszpanii jest głupia: dlaczego wnieśli protest przeciwko braciom?
To nie jest tak, że bezduszni, nieempatyczni Hiszpanie nie docenili ładnego braterskiego gestu. Jednak gdyby Jonathan Brownlee nie ukończyłby rywalizacji w Cozumel, drugi z ich zawodników, Fernando Alarza, wskoczyłby na podium o stopień wyżej – zostałby wicemistrzem świata w triathlonie. Nic dziwnego, że narodowy związek dba o interes swojego zawodnika – tak powinno być wszędzie.
3. Alistair Brownlee jest głupi: od pomagania są służby medyczne i wolontariusze!
Szczerze mówiąc na tę obiekcję nie mam zbyt szerokiego komentarza, bo wydaje mi się on krytyką dla sztuki krytykowania. Mogę tylko powiedzieć, że sam Alistair przyznał, że nie zastanawiał się zbyt wiele, kiedy dobiegł do słaniającego się na nogach brata – po prostu złapał go za fraki i doholował do mety.
4. Jonathan Brownlee jest glupi: zawodowy sportowiec doprowadził się do takiego stanu?!
Tego typu komentarze chyba najbardziej mnie zadziwiają. Wyczynowcy wkładają dużo pracy w to, żeby potrafić się tak wyzerować. Nie jest łatwe napieranie do przodu pomimo sygnałów organizmu, który dosłownie wrzeszczy, że zaraz nastąpi ogólnoustrojowa katastrofa. Podczas ekstremalnego wysiłku umysł wysyła do ciała szereg ostrzeżeń, które mają spowodować, że zawodnik się zatrzyma – stwierdzi że gra nie jest warta świeczki, że za bardzo boli, że po co mu to i takie tam. A niemal wszystko z wyżej wymienionych jest złudzeniem. Jeszcze raz powtórzę, umiejętność doprowadzenia się do takiego stanu w przypadku sportowca tej klasy to niełatwa sztuka – większość z nas wymiękłaby, gdyby zafundowała sobie 60% intensywności tego wysiłku.
Na pocieszenie dla krytyków dodam jednak, że Alistair też twierdzi, że jego brat jest głupi. W wywiadzie po zawodach powiedział, że Jonny wybrał strategię szaleńca albo nie wybierał żadnej, bo mógł wygrać ten wyścig w łatwy sposób, nawet gdyby truchtał.
5. Henri Schoeman jest głupi: nie było mu nieswojo cieszyć się na mecie?
Dla reprezentanta RPA zwycięstwo w Cozumel było pierwszym triumfem w cyklu Pucharu Świata. Dlaczego miał się z tego nie cieszyć? Rozegrał wyścig świetnie taktycznie, długo utrzymywał tempo braci Brownlee, pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych (35 stopni ciepła!) wytrzymał w dobrym zdrowiu do samej mety. Ja rozumiem, że mogłoby mu być głupio się cieszyć ze zwycięstwa, gdyby jego bezpośredni rywal na trasie wpadł pod samochód i zginął. Wówczas byłoby to być może zwycięstwo z przypadku, i to nieszczęśliwego. Ale Jonnemu nic strasznego się nie stało, nic mu nie urwało i nie umarł, „jedynie” zaliczył bombę tysiąclecia. To wciąż uczciwa rywalizacja – dwóch zdrowych, silnych chłopaków w świetnej formie, z których jeden przeliczył swoje możliwości i organizm odmówił mu w końcu posłuszeństwa. Standard, tylko nie zawsze wizualizowany w tak widowiskowej formie.
Ufff, to by było chyba na tyle. Więcej dziwnych komentarzy nie widziałam, choć przyznaję, że nie starałam się ich specjalnie szukać. Na te, które opisałam w powyższym tekście, trafiłam raczej na zasadzie „co się zobaczyło, tego się nie odzobaczy” 🙂

2 Comments »

  1. Wydaje mi się że w dyscyplinie indywidualnej zawodnik powinien o własnych siłach przekroczyć linię mety. Każda pomoc kogoś innego jest pomocą z zewnątrz. Byłby piękny gest, gdyby to był ratunek życia i jeden z zawodników zrezygnowałby dla tego ze zwycięstwa, ale po to by kogoś przeciągnąć przez linię mety w celu zapewnienia mu zwycięstwa uważam za niesportowe zachowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.