Fot. Podwójny Punkt Widzenia 

W ubiegły weekend brałam udział w zawodach pływackich – XX Otwartych Mistrzostwach w Pływaniu Masters. Nudniejszą część, czyli wpis o swoich startach, opublikowałam wczoraj. Zapowiadałam część drugą, zatem oto i ona.

Nie mogę nie rozpisać się na temat fajności zawodów pływackich. Okazuje się bowiem, że zawody pływackie są najfajniejsze ze wszystkich. Co prawda weekendowe zawody były na pewno wyjątkowo dobre z tego względu, że odbywały się na basenie, na którym na co dzień trenuję i były organizowane przez „mój” klub, jednak myślę, że pewne aspekty pozostałyby niezmienne bez względu na te kwestie.
Do tej pory startowałam w zawodach triathlonowych, biegowych, kolarskich i w pływaniu open water – w weekend do listy doszło jeszcze pływanie basenowe. Moją główną i docelową dyscypliną jest triathlon, jednak muszę stwierdzić, że pod wieloma względami startowanie w zawodach pływackich jest znacznie sympatyczniejsze niż w jakichkolwiek innych. Dlaczego?
Po pierwsze – organizacja.
Mój perfekcjonistyczny umysł uwielbia sposób organizacji zawodów na basenie. Jako zawodniczka absolutnie nie musiałam się martwić, że przegapię swoją konkurencję, że nagle mnie gdzieś zawołają, coś się niespodziewanie przesunie, nastąpi jakaś ważna zmiana organizacyjna. Na basenie cały czas coś się dzieje, nie ma ani chwili na nudę. Przerwy pomiędzy seriami i konkurencjami praktycznie nie istnieją. Wszystko było ułożone jak pod linijką. Kończyłam jedną konkurencję i wiedziałam co do minuty, ile mam czasu pomiędzy biegami. Co więcej, na długo przed występem wiedziałam już, na którym torze płynę, z kim będę rywalizować i jakie są życiówki moich konkurentek. To wszystko daje niesamowity komfort psychiczny.
Po drugie – wszystko w jednym miejscu.
Zawodnicy, kibice, sędziowie, organizatorzy – wszyscy są na jednej pływalni. Jest tylko jedna arena zmagań, wszystkie oczy skupione są na tych, którzy akurat płyną. Można liczyć na gigantyczny doping kibiców, którzy są dosłownie na wyciągnięcie ręki. Masz pytanie do organizatorów? Chcesz spytać o coś sędziów? Nie musisz przemierzać kilometrów, aby to zrobić.
Po trzecie – stałe warunki i komfort przestrzeni.
Wiadomo, jak to bywa w sportach, które odbywają się na zewnątrz – czasem pogoda jest idealna, a czasem pada, wieje, śnieży albo pali słońcem. Trzeba być przygotowanym na wszystko, a i tak warunki niejednego potrafią zrobić w konia i pokrzyżować mu plany na świetny wynik. W przypadku rywalizacji na basenie ta kwestia nie ma najmniejszego znaczenia – warunki są zawsze takie same. Na basenie nie będzie sztormu ani śnieżycy, która wypaczy wyniki poszczególnych konkurencji. Nie da się też nie wspomnieć o komforcie, jaki daje fakt płynięcia na torze w pojedynkę. W to, że triathlon jest sportem bezkontaktowym, nie uwierzy nikt, kto choć raz w nim wystartował. Kto nie oberwał po głowie od konkurenta, nie został pociągnięty za nogę pod wodę, po którego plecach ani razu nie przepłynięto, nie zna jeszcze życia. Jeśli stracisz okularki w basenie, to tylko dlatego, że nie umiesz skakać ze słupka. Innymi słowy – wynik zależy wyłącznie od twoich umiejętności.
Po czwarte – do bólu uczciwe warunki rywalizacji.
Na płycie dziesięciotorowego basenu pracowało bez przerwy dwudziestu sędziów, czujnie obserwujących każdy nawrót, każdy start i każdy finisz. Zasady pokonywania poszczególnych konkurencji są drobiazgowo określone i jeśli popełnisz choćby najmniejszy błąd, wypadasz z gry z dyskwalifikacją (jako i ja wypadłam, robiąc nieprawidłowy nawrót z grzbietu do żaby). Co najważniejsze, nie ma tu miejsca dla oszustów, coraz częściej trafiających się na trasach triathlonu czy biegania. Nie da się skrócić trasy, podjechać autobusem czy przepiąć chipa. Ba, nie da się nawet wykorzystać przewagi sprzętowej!
Po piąte – like a PRO.
Oprawa zawodów pływackich jest naprawdę kozacka. Wydobywające się z głośników „Na miejsca!” i sygnał startowy podnoszą adrenalinę o 100%. Twoje rezultaty na każdej długości na żywo widzą wszyscy zebrani kibice – wyświetlają się one na wielkim ekranie LEDowym. Trudno choć przez chwilę nie poczuć się jak Phelps.

Podsumowując – start w zawodach pływackich był dla mnie niezwykle pozytywnym wydarzeniem. Nie zamienię triathlonu na pływanie – tytuł celowo jest nieco przewrotny – ale jeśli tylko będę miała okazję, z wielką chęcią będę startować na basenie poza okresem startowym. Dla mnie, jako triathlonistki, zawody pływackie są wprost odstresowujące – w dużej mierze z tych względów, które opisałam wyżej. Zdenerwowanie przed startem oczywiście ma miejsce, ale jest to absolutnie pozytywne, mobilizujące uczucie. Powiedzieć, że mi się podobało, to jak nie powiedzieć nic. Zawody pływackie rządzą!

Dodaj komentarz