No dobrze, zamuliłam z wczorajszym wpisem. Wieczorem zaczęłam pisać relację z Wheeler Triathlonu w Ostrzycach, ale plany się zmieniły i dłuższe sprawozdanie ze zdjęciami będzie lada dzień na xtri.pl. Już teraz zapraszam jednak do obejrzenia krótkiego filmu z imprezy:



Tak w ogóle to jestem zła. Miałam ochotę na te zawody, ale zgodnie z Wojtkiem stwierdziliśmy, że bez uprzedniego zapoznania się z trasą rowerową mój udział nie byłby dobrym pomysłem. Niestety nigdzie nie było ani mapy, ani żadnego zapisu gpsa z pętli. Na domiar złego wszyscy jak jeden mąż twierdzili, że trasa rowerowa jest wybitnie trudna i tylko MTBowi wymiatacze poradzą sobie bez wywrotek i wprowadzania roweru pod górę. Jako że nie należę- bynajmniej!- do kategorii wymiataczy, postanowiłam tym razem dać sobie spokój z tymi zawodami.
Na miejscu przeszliśmy się przez całą 7-kilometrową pętlę rowerową, robiąc zdjęcia, filmy i rozeznanie z terenem i.. no cóż. Trasa była szybka i łatwa, z wyjątkiem kilku technicznych fragmentów: piaszczystego podjazdu (dało się przejechać po trawie obok), po którym dalej jechało się w górę po kamieniach oraz piaszczysto-kamienistego zjazdu (też można było cisnąć poboczem). Nie twierdzę absolutnie, że świetnie dałabym sobie radę z tymi trudnościami; niewykluczone, że musiałabym zsiadać ze swojego Gi(g)anta, ale na pewno nie było ekstremalnie ani niebezpiecznie. W przyszłym roku startuję na pewno.
Zwycięzca wczorajszego triathlonu – Dominik Szymanowski
Przed wyjazdem do Ostrzyc zaliczyłam dychę rozbiegania i (hard)core stability. Niestety na tym skończyły się moje wczorajsze treningi, bo od popołudnia ból głowy nie dawał mi żyć. Stąd też opóźnienie z notką- niełatwo formułować myśli w składne zdania, jak bania łupie i pulsuje. Dziś też nie jest ze mną rewelacyjnie, choć jak już wybrałam się na bieganie to znacznie mi się poprawiło. Chyba łapie mnie jakiś przezięb.. ale ja się tak łatwo nie dam.
Trzeci tydzień w Grzybnie zamykam biegowym kilometrażem równym 52,5. Utrzymuję tendencję rosnącą i to chyba jedyne, co mnie naprawdę satysfakcjonuje, jeśli chodzi o moje grzybnowe dokonania (nie licząc agility, bo jestem zachwycona postępami Smoczka). Powrót do regularnego biegania był jednak absolutnym priorytetem na tegoroczne wakacje, więc powinnam być zadowolona. Piszę ‚powinnam’, bo żeby rzeczywiście BYĆ z siebie zadowolona, musiałabym biegać co najmniej 30 km więcej i rozbiegiwać się ze średnim tempem 5’/km. Ech, ja to się ze sobą mam.

4 Comments »

  1. nie nie, wszystko było OK. to była trasa w lesie, więc można sobie jechać jak się chce, zresztą pokonywanie tych podjazdów wąską ścieżką z boku było zdecydowanie lepszym pomysłem niż ciśnięcie po piachu. w miejscach gdzie była obawa o skracanie trasy przez zawodników stali sędziowie. tam akurat nie było takiego ryzyka 🙂

Dodaj komentarz