W rzeczy samej – bo dziwnym trafem wszystko, co mi przychodzi do głowy, jest raczej mało pozytywne.

No, prawie wszystko.
Jutro, proszę Państwa, przełomowa noc.
Złe jest w niej to, że oficjalnie zacznie się zima. Biorąc pod uwagę, że teraz według kalendarza jest jesień, a zima w swojej istocie jest od jesieni beznadziejniejsza – to nie wróży dobrze. Z drugiej strony jednak – 22 grudnia będzie dniem dłuższym niż 21 grudnia, 23 grudnia będzie dłuższy niż 22… to niechybnie doprowadzi do WIOSNY 🙂



Na wiosnę czekam niecierpliwie i na pewno powitam ją z otwartymi ramionami. I tak jak teraz z moich wynurzeń wypływa żal, gorycz i nostalgia, tak od wiosny – zapewniam – będzie wyzierało niepohamowane, nienormalne szczęście.
Nie tylko do wiosny mi tęskno – spoglądam też z nadzieją na konto bankowe, wyglądając powrotu pokaźnej sumy zapłaconej za odesłane buty… (Cóż, ten wątek musiał się pojawić, to było całkiem oczywiste, prawda?) Sklep, w którym kupiłam pierwsze z tych, które miały dać ciepło, ma na dzień dzisiejszy zarówno buty, jak i zapłatę za nie. Dzień po zakupie Icebugów zadzwoniłam do dystrybutora i przedstawiłam sprawę: przeszłam się w butach – przemokły – nie chcę ich. Pan sprzedawca zapewnił, że zwrócą mi za nie pieniądze, więc spokojnie mogę je im zwrócić.
Zwróciłam, choć ten proces nie był spokojny. Bynajmniej. Zamówiłam kuriera na poniedziałek – nie przyszedł. We wtorek również nie (daruję Czytelnikom opis udanych i nieudanych – tych drugich było więcej – prób kontaktu z tymże). W końcu w środę zadzwoniłam na infolinię DHL (i tu znowu oszczędzę szczegółów, bo to też było fatalne, czasochłonne i nieprzyjemne przedsięwzięcie) i dowiedziałam się, że z powodu śnieżyc, lodowisk i innych kataklizmów kurierzy są zawieszeni w odbiorze przesyłek od klientów, i jeśli chcę, żeby adresat otrzymał przesyłkę w najbliższych dniach, to powinnam ją osobiście zawieźć do ich siedziby. Warto tu wspomnieć, że tego dnia było urocze minus piętnaście, punkt odbioru firmy przewozowej okazał się być usytuowany na prawdziwym – proszę o wybaczenie – zadupiu, a powrót z tegoż.. cóż, kolejna katastrofa. Oczywiście udało mi się zgubić, pomylić kierunki, pomachać uciekającemu autobusowi, wpaść w sidła pobocza zaśnieżonego po kolana i przemierzać w ten sposób drogę między kolejnymi przystankami. Ogólnie rzecz biorąc – było supcio. Przy życiu trzymała mnie tylko myśl, że to koniec obuwniczego koszmaru, że w końcu udało mi się odesłać te nieszczęścia do sklepu i lada dzień ja i mój rachunek bankowy zapomnimy o tym wszystkim.
Guzik z pętelką. Pan ze sklepu zadzwonił i rezolutnie poinformował, że jednak mi ich nie przyjmą.

Obecnie jestem więc w trakcie toczenia batalii o odzyskanie kasy. Czekam na rozstrzygnięcie tej sprawy. Czekam i metaforycznie obgryzam paznokcie aż do łokci.
W sumie można było się spodziewać, że ten horror nie skończy się tak łatwo.

Niemniej jednak buty Ecco, o których pisałam w poprzednim wpisie, pomyślnie przeszły  próbę podtopienia. Następnego dnia pojechałam wymienić je na większy rozmiar i w końcu oficjalnie się ucieszyłam. Zwłaszcza, że udało mi się zamienić je w ostatniej chwili, bowiem zakupu w tym samym sklepie dokonywała właśnie jakaś Bardzo Nadziana Pani, która najwyraźniej uznała, że niegodnie będzie wyjść z zaledwie dwiema parami obuwia za łączną kwotę 1200 złotych i zaczaiła się perfidnie na moje buty. Moja satysfakcja była ogromna, gdyż właśnie byłam w trakcie mierzenia ostatniej pary w pożądanym rozmiarze.
No i MAM! Chyba w końcu mogę to napisać; sprawdziłam je już w rozmaitych, również dość ekstremalnych warunkach i muszę przyznać, że jestem z nich naprawdę zadowolona (a firma Ecco naprawdę nie zapłaciła mi za reklamę – może powinna?). Nie przemakają – jest w nich jedynie nieprzyjemnie zimno, kiedy zdejmuję je po powrocie do domu i zostawiam na godzinę czy dwie, a potem znowu zakładam – ale to i tak bardzo nieźle, jako że szybko się ‚nagrzewają’. Suma summarum użytkowanie ich jest naprawdę komfortowe. Oprócz tego, że ledwo chodzę, bo prawy but potwornie obtarł mi piętę. Etap bolących palców już mam za sobą, więc i ta awaria niedługo pójdzie w zapomnienie. Dawno nie miałam żadnych sztywniejszych butów, dlatego moje stopy histeryzują. Z ich wodoszczelności jestem zaskakująco zadowolona. Z mrozoodporności, cóż.. lepszych chyba nie znajdę, więc oszczędzę sobie trudu. Pogodziłam się z tym, że w każdych butach moje palce u stóp prędzej czy później zamienią się w kostki lodu.

Mam nadzieję, że już niedługo będzie tyle, ale na plusie. I że tak będzie o 4 nad ranem, a nie – jak teraz – o 8.
Mój plan dotyczący zimy jest niczym uczniowskie zakuć – zaliczyć – zapomnieć: przeżyć i nie dać się doszczętnie zdołować. Usilnie staram się przymykać oko na popsutość szarego świata i w dalszym ciągu usiłuję czerpać z każdego dnia ile się da. Ciemność się przecież kiedyś skończy..

2 Comments »

  1. Podziwiam Twój zapał i wytrwałość, to chyba 10 post o butach 😛 biedaku.. jeśli rzeczywiście tak cierpisz z powodu zamarzających palców – szczerze współczuję. a co do coraz dłuższych dni.. nareszcie.

  2. mam nadzieję że odzyskasz pieniądze. z tym niestety może być różnie bo nikt nie lubi oddawać kasy 😉 (hmm może powinnam wplate na fmz zatrzymac dla siebie 😉 )

    no i powodzenia w przyzwyczajaniu nogi do nowych butków.

    A co do pogody.. życzyłabym sobie zeby na sylwestra nie padał nowy snieg i nie bylo gołoledzi.. bo czeka mnie jazda autkiem 😉 choc w sumie mam wprawe – rok temu mialam 'fajne' zajscie z tego tytułu, na szczescie miałam też dużego farta 😉

Dodaj komentarz